Forum samochodowe

Forum samochodowe



SzukajSzukaj   Użytkownicy   Rejestracja   Wejście
Dzisiaj: 20.01.2026 - 04:00:03
Strony:  1  

Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

WiadomośćAutor

Po takich miłych słowach o poprzedniej mojej relacji nie wypada osiadać na laurach;) Skoro moja pisanina się niektórym podoba, a ja mam frajdę z pisania i wspominania, to będę was męczyć dalej :p Bałkany i Grecja, lipiec 2008 (jako absolwentka wydziału nauk geograficznych muszę dodać: tak, tak, wiem, że geograficznie Grecja to też Bałkany) Wakacje AD 2008 planujemy w biegu. Początkowo z różnych takich przyczyn miały być „puszkowe”, ale koniec końców mogliśmy jednak pojechać motocyklem. Tylko gdzie? Zostały dwa tygodnie do zaplanowanego urlopu (termin ustalony pół roku temu) i trzeba coś wymyślić. Ostatnich kilka sezonów na wakacjach głównie marzliśmy i mokliśmy (Norwegia, Dania, Rumunia, Alpy) i ja stawiam veto: ma być ciepło. I słońce. I może nawet ciut plaży (rozpusta!). Coś tam myślimy o południu Francji (tzn. głównie ja) i wydzwaniamy po znajomych , czy nie chcą się podłączyć. Ale znajomi jakoś ostatnio głównie się rozmnażają i z pieluch nie wychodzą ;) Pastor (który zdaje się, że też wtedy tonął w pieluchach) daje nam namiar na znajomych (oczywiście jeżdżących na jedynej słusznej marce z oznaczeniem GS), którzy lecą na Kretę i do których można się podłączyć. W ogóle się nie znamy, ale co tam. Ustalamy telefonicznie i mailowo plan ramowy (oni konkretnego dnia okrętują się na prom na Kretę w Salonikach, my wracamy solo) i można się pakować. Największy problem to mapy (Albania i takie tam), ale udaje się coś papierowego szybko kupić via Internet, coś tam na GPS ściągnąć (mapa Albanii wygląda imponująco. Może z sześć dróg na krzyż). Chcemy po drodze na kilka dni zatrzymać się w Czarnogórze, P. znajduje namiary na nocleg u Polki prowadzącej szkołę nurkowania. Jakiś cud się staje, dają P. wolny piątek i tym samym możemy już w czwartek po południu ruszać do Wrocka, gdzie nocujemy u Agi i Adama (znanego wam szerzej jako AdaM72), czyli naszych towarzyszy podróży. A oni jeszcze w totalnym proszku;) Ustaliliśmy, że bierzemy na wszelki wypadek namioty i ciężko to teraz wszystko upchnąć. My rozparcelowaliśmy namiot, stelaż jedzie pod centralnym kufrem, mini-materace w tankbagu, namiot i śpiwory w kufrach bocznych. To tego jeszcze kondomy (mój waży tonę, bo jest strasznie gruby). Nie wiem jakim cudem, ale jakoś się to wszystko zmieściło w kufrach. A&A mają plan, żeby ogromną torbę wrzucić na centralny kufer, ale średnio to wychodzi i pakują się od nowa. Podobno o piątej kończą;) a torba na kufrze i tak ląduje, tyle, że mniejsza… Rano, z 2godzinnym obsuwem w końcu jesteśmy pod garażem gotowi do drogi ;) Chcemy dojechać gdzieś w okolice Zagrzebia. Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Chorwacja. Nudy. Przerwy na siusiu, tankowanie i jedzenie. Kiedy robi się ciemno szukamy noclegu, jesteśmy ciut przed Zagrzebiem, okolica mało turystyczna. Jak już znajdujemy jakiś pension, to brak wolnych miejsc, ale recepcjonistka na tyle uprzejma, że dzwoni gdzieś indziej i nas anonsuje. Lądujemy w jakiejś wioseczce, gdzie jest spory pensjonat połączony z lokalną knajpą. Warunki średnie, ceny nieco wyżej niż średnie. Ale można płacić w Euro, innych walut chwilowo brak. Rano sporo czasu zajmuje nam wymiana euro na lokalną walutę w banku i ruszmy dalej. Cel – Czarnogóra. A konkretnie Bigova (albo Bigovo, zależnie od mapy), gdzie ma na nas czekać nocleg. Przelot przez Chorwację to jedna, dłuuuga autobana: Choć widoczki bywają ładne: Mijamy Dubrovnik (kiedy go w końcu zwiedzimy???) Kawałeczek przejeżdżamy przez Bośnię. Usiłujemy się dodzwonić do babki od noclegu, ale nic z tego... Jest już prawie ciemno, gdy wjeżdżamy do Czarnogóry. Na granicy trochę jakby cofnięcie się w czasie (kolejki…). Stoimy, myślimy, patrzymy na mapę (cholera, daleko jeszcze, a tu ciemno) i jedziemy „służbowo”. Na szczęście nikt nie protestuje, albo robi to na tyle cicho, że nie słyszymy. Pieczęć w paszport (pierwsza od wielu lat) i lecimy dalej. Jakoś tak smętniej i biedniej się zrobiło. Aż dojeżdżamy do Zatoki Kotorskiej (czyli Boki Kotorskiej), a konkretniej Herceg Novi. Tu dla odmiany: światła, hałas, kupa ludzi i ogólnie: wakacje w kurorcie. Musimy znaleźć się po drugiej stronie zatoki, aby to objechać trzeba kilkudziesięciu km, a promem kilka minut. (Prom kursuje w najwęższym miejscu zatoki, co widać na mapie. Bigowa jest w dolnym prawym rogu.) Nie jesteśmy pewni, czy koło 21 jeszcze jakieś promy chodzą, ale problemu nie ma. Rozkładu zresztą też ;) Jak przypłynie, to jest. A że promów jest kilka, to często jest. Ładujemy się na prom, zjeżdżamy po drugiej stronie, przebujamy się przez miasto i szukamy Bigovej. Z głównej drogi odbijamy w bok i dość konkretnie pod górę. Robi mi się nieco niewyraźnie kiedy patrzę na GPS. Serpentyna za serpentyną… a jest już kompletnie ciemno… No nic, jedziemy. Na końcu, kiedy widzimy już światła wsi (Bigova leży nad Adriatykiem, nie Boką Kotorską, czyli trzeba przejechać górki) lekki problem logistyczny: GPS w lewo, asfalt prosto. Po ciemku wolimy asfalt. Wjeżdżamy do wsi, zatrzymujemy się w centrum (czyli pod jedyną knajpą). Babka nadal nie odbiera… Jest już po 23, fajnie byłoby mieć gdzie spać… Adam zgodnie z zasadą „take it easy” proponuje kolację w knajpie, my wolelibyśmy najpierw zabezpieczyć podstawowe potrzeby bytowe, czyli łóżko. Czyli dwoje idzie do knajpy, dwoje szuka noclegu. O babce od szkoły nurkowania nikt nie słyszał… Tuż za rogiem widzimy szyld (w wolnym tłumaczeniu) „Pensjonat u Vesny”, jest przyjemny apartament dwupokojowy z balkonem i widokiem, cena może nie powala na kolana, ale o tej godzinie ciężko dyskutować. Bierzemy na 4 doby, bo chcemy tę Czarnogórę trochę zjeździć, a na taki mikro-kraik to chyba starczy… Teraz my też możemy zasiąść spokojnie do kolacji. Ale najpierw jeszcze się Przemek trochę powkurza, że ktoś zahaczył o jego moto. Nic się stało, ale widok pięknego, żółtego, wychuchanego, jedynego w swoim rodzaju GSa leżącego na asfalcie… (nie dodam: bezcenne :Sarcastic: ) Mamy jeszcze mały problem parkingowy - tzn. jego ogólny brak przed budynkiem. Właściciel pensjonatu z uśmiechem zaprasza do wjazdu na parking za domem. Z tegoż parkingu wchodzi się bezpośrednio do naszego mieszkanka, które od strony ulicy (i morza) jest na ...4 piętrze. Na parking prowadzi dróżka dookoła wsi, wyłożona ni to tłuczniem, ni to grubymi kamieniami, z której należy ostro skręcić i jeszcze ostrzej pojechać w dół. I zatrzymać się przed drzwiami - też zapewne ostro;). Oświetlenia jakiegokolwiek brak. Może to i dobrze, bo jak rano kierowcy widzą po czym jechali (a niektórzy zapomnieli wyłączyć ABSa :mur:) z pełnym "okufrowaniem" to robi im się ciepło... I P. już pamięta o wyłączaniu ABSa:D A rano budzi nas piękny widok z balkonu na małą zatoczkę Adriatyku: cdn ;)




adamkowal87

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 3
Rejestracja: 02 wrz 2014, 16:04
26.12.24 - 01:50:02
Wiadomość # 1
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

"Znowuż" się fajnie czyta:] Masz fajne lekkie pióro (miła odmiana dla "hardcorowych" relacji z "zakurzonych" krain), czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy:)




mirko1801

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 257
Rejestracja: 13 gru 2007, 14:12
26.12.24 - 01:54:39
Wiadomość # 2
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

Masz dziewczyno dar! Czekam na ciąg dalszy....


--------------------------------
Apel do wszystkich rozmówców zdalnie przez Internet występujących na żywo w programach informacyjnych w polskiej telewizji

Prawy

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 123
Rejestracja: 02 paź 2021, 14:49
26.12.24 - 02:01:34
Wiadomość # 3
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

Czekamy na następny odcinek;)


--------------------------------
Pozdrawiam was, Enderek

Enderek

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 32
Rejestracja: 24 lis 2019, 16:18
26.12.24 - 02:08:54
Wiadomość # 4
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

Tak, tak... Czekamy!!!




M@rcin

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 3467
Rejestracja: 14 cze 2012, 21:58
26.12.24 - 02:14:33
Wiadomość # 5
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

Ale się cieplutko zrobiło :smoking:


--------------------------------
[url=http://prace_gruszki.republika.pl]Prace Gruszki[/url] [url=http:www.spsf.pl]Stowarzyszenie Polskich Stroicieli Fortepianów[/url]

PeCha

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 38
Rejestracja: 23 lut 2009, 22:48
26.12.24 - 02:20:29
Wiadomość # 6
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

Ja protestuję dementuję i w te pędy wyłuszczam poczemu. Po pierwsze primo wcale nie byliśmy w proszku, tylko mieliśmy jeszcze parę fantów do spakowania. A, że te co rusz zawieruszały się w pozostałościach przeprowadzki, to już nie nasza wina. Takoż i nie nasza wina, że na sam koniec zawieruszyły się gdzieś spakowane kufry. Po wtóre primo czyli jeszcze sekundę, fantów mieliśmy dużo, bo ja dużo czytam na forum Afrika Korps, tfu, Afrika Twin (twin znaczy bliźniak, zna się trochę te języki, co nie?) i stoi tu jak wół napisane, że BMW to w ogóle są bardzo złe i nie nadają się do jeżdżenia dokądkolwiek, bo się psują. No to ja sobie pomyślałem, że będę chytrzejszy niż niemieckie inżyniery i zrobię ich nomen omen w wała biorąc niezbędne części zamienne. Wśród drobiazgów musiałem zatem pomieścić cztery wały napędowe (aby uniknąć kirgiskiej katastrofy niejakiego Frrrranca) dyfer, skrzynię biegów, wahacz i te, no…. żarówki. Do tego doszły manele z listy im. św. Podosa (tylko migomat nie dawał się upchnąć z uwagi na gabaryty butli i odpuściliśmy). I dlatego, mając już kufrotekę zapakowaną żelastwem, spakowaliśmy również zawzmiankowaną torbę, wypchaną, notabene, łakociami i ciepłymi skarpetami. Ale naonczas wzrost motocykla zrobił się na tyle duży, że trzeba było rozważyć alternatywny przejazd z uwagi na niskie wiadukty i tunele w związku z czem torba została zamieniona na dwa śpiwory a łakocie spożyliśmy na miejscu, najadając i napijając się na zapas. Skarpety wdzialiśmy na własne stopy celem zapewnienia komfortu termicznego i te zabiegi spowodowały zmniejszenie wysokości motocykla o około 3,20m. Po wtóre, po dotarciu do tego Bigova (Bigovej?), byliśmy głodni i dlatego udaliśmy się, mimo protestów pozostałej części ekspedycji do lokalu, gdzie oddaliśmy się uciechom spożycia. I ta radość trwała aż do chwili pożałowania godnego zajścia pod GSem. I tutaj również dodaję swe dementi – otóż motocykla w kolorze żółtym nikt nie zahaczył, lecz został ofiarą przemocy. Przemek zaparkował go na środku Bigovskiego (jedynego zresztą) skrzyżowania biorąc kształty wyznaczone namalowanymi tam liniami za miejsca parkingowe. To spowodowało potężny zator z udziałem ok. 30% miejscowych pojazdów (wg naszych skromnych szacunków były to trzy samochody i skuter na dokładkę). Taki paraliż komunikacyjny, prócz antyspołecznych i niecenzuralnych postaw kierowców, spowodował przebudzenie obywatelskiej postawy u jednego z gości drzemiącego w gospodzie opodal skrzyżowania, który z gromkim okrzykiem „spakojna, wsio budziet charaszo! U mienia jest oczień krasiwaja jubka, na potęgę posępnego czerepu, aj hew pałer!” (albo jakoś podobnie) rzucił się rozładowywać sytuację. Przecenił jednak swoje możliwości i przy próbie zepchnięcia załadowanego GSa z centralnej podstawki, pomylił strony świata miast spychać w kierunku wschodnim i pchnął motocykl na południe. Zauważywszy pomyłkę, zmienił rozkład sił i przyjął swój błąd na klatę oraz czachę i kończyny dolne. Resztę, wśród żywiołowych braw lokalnie zgromadzonych pijących, sam tymi oto rękami, które pracowicie kreślą te oto litery uratowałem sytuację i zostałem miejscowym bohaterem, czczonym zwłaszcza sklepie spożywczym, gdzie to Małżonka moja wskutek tego zajścia była uprawniona do nabycia wędliny (konkretnie to Budimskiej) w promocyjnej cenie. Ja zaś, w owym czasie, taktownie odmówiwszy bratania się z obywatelem właśnie wydobytym spod motocykla, transportując go przy pomocy kołnierza jego koszuli na uprzednio zajmowane miejsce, (w sumie od drugiej wojny było dość czasu na dość dokumentne zbratanie się z tym narodem, i już chwatit’) udałem się na piedestał, gdzie wzniosłem toast za miejscową zacną ludność oraz trunki. A co do wyjazdu z parkingu to nie wiem czy był hardkorowy, bo miałem ze strachu zamknięte oczy. Ja wrażliwy jestem i nie mogę ta takie rzeczy patrzeć. Otwierałem dopiero gdy błędnik podpowiadał, że szybkość wznoszenia malała do zera. Ale wówczas nie patrzyłem w dół. A samego zjazdu na parking na szczęście nie pamiętam, gdyż było całkiem ciemno a ja wcześniej piłem alkohol w gospodzie.


--------------------------------
Polsat News

yellou

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 13
Rejestracja: 18 maja 2008, 23:06
26.12.24 - 02:31:47
Wiadomość # 7
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

No widzisz Adam, demencja starcza mnie dopada... Ale na usprawiedliwienie dodam, że nas przy tym godnym pożałowania zajściu nie było ;) W każdym razie GS wyszedł z tego bez najmniejszej ryski ;)




realpoland

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 38
Rejestracja: 13 sty 2016, 11:08
26.12.24 - 02:37:13
Wiadomość # 8
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]

Napisał jagna (Post 151046)




T3l3wizjom4niakPL

Miejscowy mieszkaniec


Statystyka:
Wiadomości: 37
Rejestracja: 27 gru 2017, 22:29
26.12.24 - 02:45:58
Wiadomość # 9
RE: Na kolejne mroźne wieczory - tym razem Bałkany i Grecja [Lipiec 2008]
Strony:  1  

Administrator zabronił gościom odpowiadać na wiadomości! Aby się zarejestrować, kliknij link: rejestr


Uczestnicy

Powered by platform: PunBB 4.0.0